Skandal z silnikami Diesla w Mercedesie-Benz trwa

Mimo że od skandalu „Dieselgate” minęła już ponad dekada, niemiecki gigant motoryzacyjny będzie musiał (ponownie) sięgnąć głęboko do kieszeni z powodu wykrytych nieprawidłowości.

Mercedes-Benz będzie musiał zapłacić prawie 127 milionów euro za rzekome stosowanie tzw. „urządzeń fałszujących” – ukrytego oprogramowania, które pomagało pojazdom oszukiwać w testach emisji spalin. Według prokuratora generalnego stanu Nowy Jork, ponad 211.000 40 pojazdów z silnikiem Diesla wyprodukowanych w latach 2008–2017 było w nie wyposażonych. Emisja tlenków azotu przekraczała dopuszczalną normę w rzeczywistych warunkach drogowych.

Z tej kwoty 102 mln euro zostanie przeznaczone na działania zapobiegające zanieczyszczeniu powietrza dla państw członkowskich. Pozostałe 25 mln euro zostanie tymczasowo wstrzymane – Mercedes będzie mógł ubiegać się o nie w formie ulgi w wysokości 750 euro za każdy naprawiony, odkupiony lub wycofany z eksploatacji pojazd. Dodatkowo właściciele, którzy zdecydują się na zatwierdzoną modernizację pod kątem emisji, otrzymają wypłatę w wysokości 2.000 euro. Wnioski należy składać do 30 września 2026 r.

Oprócz ugody finansowej, Mercedes musi zaprzestać sprzedaży wszystkich pojazdów z silnikiem Diesla z oprogramowaniem, o którym mowa, i ma zakaz używania mylących określeń, takich jak „czysty” czy „niskoemisyjny”, chyba że zostaną one udowodnione jako prawdziwe. Firma musi również regularnie raportować postępy napraw i informować właścicieli. Pojazdy zostały wyposażone w urządzenia wykrywające warunki testowe i tymczasowo redukujące emisję spalin, ale podczas normalnej jazdy emisja spalin ponownie wzrosła.

Lista modeli objętych usterką obejmuje kilka generacji pojazdów klasy E, S, GL, GLE, GLK, ML, R oraz vany Sprinter. To kontynuacja szerszego postępowania – w 2020 roku Mercedes zawarł już ugodę z rządem USA na kwotę około 2,2 miliarda dolarów.

spot_img

Więcej podobnych historii

POLECAMY